Smutna, rozgoryczona, zła, sfrustrowana, rozkojarzona, rozdrazniona, skomplikowana, humorzasta, niezadowolona.... co by tu jeszcze? Nie wiem kurwa nic nie wiem. Od dwóch dni siedzę jakaś rozjebana umyslowo-emocjonalnie, damn it, #lemonade
Szkoła mnie wykończy, znajomi mnie wykoncza, On mnie wykończy...
Znowu pisać o miłości? To będzie już zbyt monotonne. Wczoraj tak sobie myślałam, czy ja lubię zmiany? Czy zmiany na te chwile w moim życiu są konieczne? Nie chce ich, ale chyba jakieś by mi się przydały.. choć najchętniej ucieklabym na bezludną wyspę, a co mi tam. I straciła łączność ze światem...
Po co mi zmiany? Do poprawy jakości swojego życia, jak przypuszczam. Praca, praca, praca, priorytet chyba na chwilę obecną co by ją znaleźć i robić pieniądze #cream
A po cóż mi te pieniądze? A no właśnie. Na życie, na prawko, jedzenie, naprawę telefonu, nowe ubrania, wyjścia, wyjazdy, bilety do Niego... nic nie jest za darmo A odkąd jestem pełnoletnia to już w ogóle... jebac.
Jeszcze będę musiała sobie sama za leki płacić teraz, ciii
Może jednak chce tych zmian? Nowych ludzi, przyjaciół, znajomych, żeby nie siedzieć samotnie w piątki wieczorową porą, albo żeby mieć z kim wyjść posiedzieć, pogadać, zapalić szluga.
Szymon jest daleko, za daleko żeby robić takie rzeczy, poza tym chłopak nie może zastępować każdej osoby w twoim życiu. Jasne, powinien to robić, ale nie może tego doszczętnie zastąpić i trzeba mieć też swoje życie. Chociaż... nie wiem sama. Głupie te związki na odległość są... ta, takiej zmiany też bym potrzebowała, żeby móc być bliżej Niego, o czym nawet ostatnio pisałam.
No właśnie, jestem pełnoletnia. Damn, połowy swoich urodzin nie pamiętam #najebana, ale dama, a co.
Na prawko sobie solidnie poczekam, chyba ze w magiczny sposób wygram w totka.
Chyba się napije.
Jeszcze teraz ta kwestia wakacji już mnie totalnie gubi, lubię mieć zaplanowane rzeczy, chyba jednak jestem sztywniara.
Ok, stop.
Nie nadążam za swoim mózgiem, Beyonce leci w tle i urzeka mnie totalnie, a moje myśli baluja w rytm tej muzyki, co doprowadzi mój łeb do eksplozji zaraz chyba.
Nawet nie wiem o czym ja chciałam napisać. To chyba kolejna chęć wygadania się, tylko nie ma do kogo.
Czemu nie potrafię mówić tego co czuje, a gadam o rzeczach mniej istotnych? Chyba nawet nie mam czasu pomyśleć nad tym co czuje, trochę przykre. A jak mam właśnie takie momenty kiedy zaczynam to robić, to kto jest obok? Miś. W sumie to go zgniatam aktualnie, sorry Zenek.
Samotna się czuje, co poradzę :( przybita, zmieszana, nie wiem co mam ze sobą zrobić i nie umiem sobie znaleźć miejsca, chujowo
Dobra koniec tego pierdolenia.
Tęsknię za Nim.
Buzi, S.
aha, 21 kwietnia w końcu się wydziaralam jak coś, a dzień przed urodzinami zrobiłam wymarzony kolczyk w nosie, progres.